
Wciąż nie wiadomo do kiedy potrwa zakaz importowania do Chin poużytkowych odpadów z tworzyw sztucznych, takich jak torebki, butelki, folie i różnego rodzaju opakowania elastyczne.
Zakaz ten został wprowadzony z początkiem marca. Od tego czasu obsługa chińskich portów nie pozwala już na cumowanie statków z tworzywowymi odpadami. Wpierw mówiło się o tym, że prohibicja obejmie kilka tygodni, potem, że skończy się po Olimpiadzie.
Chociaż przeciwko tym decyzjom protestuje Chińskie Stowarzyszenie Przetwórców Tworzyw Sztucznych, którego zdaniem wyznaczone przez rząd standardy są zbyt wysokie i w efekcie mogą prowadzić do finansowych strat, to jednak wcale nie ma pewności, że na koniec sierpnia chińskie drzwi zostaną otworzone. Tym bardziej, że tamtejsze władze raczej zaostrzają kurs skierowany przeciwko opakowaniom z tworzyw sztucznych.
Chińscy politycy uznali, że Państwo Środka staje się powoli wysypiskiem i swoistym miejscem przeznaczenia dla rozmaitych odpadów. I postanowiły temu przeciwdziałać. Ich zdaniem liczba pond 3 miliardów torebek z tworzyw sztucznych, które każdego dnia są używane w Chinach to ilość zdecydowanie zbyt duża. Często torebka jest używana tylko raz i następnie wędruje już na wysypisko.
- Nasz kraj zużywa zbyt wiele toreb z tworzyw sztucznych. Chociaż są one wygodne dla konsumentów, to jednak ich nadmierne użycie i niskie tempo rozkładu powoduje szereg zanieczyszczeń środowiskowych. Czas najwyższy z tym skończyć i każdy powinien być świadomy, ze takie działanie przynosi więcej szkód niż pożytku - napisały chińskie władze na rządowej stronie internetowej. Dodały też, że będą zachęcać ludność do używania wiklinowych koszy i toreb powstałych z tkanin.
Za swoje decyzje Chińczycy zostali już pochwaleni m.in. przez Greenpeace. Kilka innych "niezależnych" organizacji ekologicznych przyznało też, że w swojej postawie Chińczycy są zdecydowanie bardziej przyjaźni środowisku niż np. Amerykanie.